listopada 11, 2019

Vanessa Savage, Kobieta w mroku

Vanessa Savage, Kobieta w mroku
Dom z przerażającą historią.
Człowiek z jeszcze straszniejszymi tajemnicami.

Czy zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje z domami lub innymi miejscami, w których ktoś popełnił zbrodnię? Zbrodniarze trafiają za kratki jakkolwiek byśmy się z tym nie zgadzali - większość z nas pewnie wyznaje zasadę "oko za oko", a bliscy ofiar pogrążają się w żałobach. Ale co z miejscem zbrodni? Czy można przejść obok niego obojętnie?

Tytuł oryginału: The woman in the dark
Data premiery: 23 października 2019r.
Wydawnictwo: Sonia Draga

Czy można zamieszkać w domu, którego ściany spłynęły krwią? Osobiście sobie tego nie wyobrażam i to nie dlatego, że wierzę w duchy bo tak nie jest, po prostu wydaje mi się to... dziwne. Takie samo zdanie na ten temat ma Sarah Walker, bohaterka tego thrillera. Jednak jej mąż z uporem maniaka wręcz wymusza na niej i dzieciach przeprowadzkę do Domu Zbrodni, który przed tragicznymi wydarzeniami należał do jego rodziców.

Ta decyzja okazuje się ogromnym błędem, świadomość tego, że piętnaście lat wcześniej ktoś zamordował z zimną krwią mieszkającą w tym domu rodzinę bardzo osłabia psychikę Sarah, która przed przeprowadzką zażyła śmiertelną dawkę tabletek. Mia i Joe zaczynają się buntować i odsuwać od matki jednocześnie bojąc się ojca, który stał się nerwowy, wręcz pałający nienawiścią.
W dzieciństwie ma się pełno marzeń. Durnych, szczeniackich, o lataniu w kosmos, wynalezieniu leku na raka czy zdobyciu Oscara. (...) Marzenia nigdy się nie spełniają. Nigdy. Taka jest prawda. Nawet tym, którzy udają, że mieszkają w jakimś cholernym pałacu, a nie w "Domu zbrodni". Zwłaszcza im, badzie stukniętych świrów z ich kłamstwami i tajemnicami.
Na domiar złego ktoś zostawia rodzinie muszlę i inne podarunki na progu ich domu, które choć nie są straszne wzbudzają w Sarah przerażenie. Dodatkowo z czasem wychodzi na jaw, że historie opowiadane przez Patricka tracą spójność, a jego dzieciństwo w Domu Zbrodni wcale nie było takie cudowne. Cała przeszłość Patricka i jego tajemnicza osoba zmieniają się diametralnie na przestrzeni zaledwie kilku rozdziałów. Z - jak mogłoby się wydawać - kochającego męża staje się potworem.

Choć długo musieliście czekać na moją opinię o tym thrillerze to zapewniam Was, że gdyby nie przeziębienie, które mnie zmogło na dwa dni to lektura już dawno byłaby za mną. Styl autorki bardzo przypadł mi do gustu, wstawki z gazet czy przemyśleń "tajemniczego obserwatora" a także podział treści na cztery części sprawiły, że napięcie towarzyszyło tej historii niemal od początku, a dzięki wspomnianemu podziałowi mogłam wyraźnie zaobserwować w jakim momencie bohaterowie przechodzą metamorfozę. Części "Przed" i "Dom zbrodni" nie skupiają się na jednym bohaterze ukazując, jak domniemana próba samobójcza Sarah a także przeprowadzka do Domu Zbrodni wpłynęły na rodzinę Walkerów. Natomiast część "Przebudzenie" otwiera oczy Sarah na pewne sprawy, sprawia że klapki opadają jej z oczu i zaczyna dostrzegać nieścisłości w życiorysie Patricka. Część czwarta "Smok w ludzkiej skórze", jak można się spodziewać dotyczy wyłącznie Patricka, który pokazuje swoje najmroczniejsze oblicze.

Czy jestem zadowolona z lektury? Oczywiście! I mam szczerą nadzieję, że Vanessa Savage nie zostanie autorką jednej książki bo już robię jej miejsce obok Charlotty Link, do której śmiało mogę autorkę porównać. 


Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Sonia Draga.

Kasia.

października 29, 2019

Louise Jensen, Rodzina

Louise Jensen, Rodzina
Dryfujemy między światłem a cieniem, błądzimy w odcieniach szarości.

Tytuł oryginału: The Family
Data premiery: 18 września 2019r.
Wydawnictwo: Burda Książki

W tym thrillerze autorka mocno namąciła przez co momentami miałam spory problem z koncentracją. Zwyczajnie nie łapałam gdzie kończy się jeden a zaczyna drugi wątek. Głównymi bohaterkami tej powieści są Laura i Matilda. Matka i córka. Obie niedawno utraciły ukochanego mężczyznę, męża i ojca który tragicznie zginął w wypadku na placu budowy.

Laura prowadzi kwiaciarnię, która tak naprawdę nie przynosi większych zysków i szybko okazuje się, że bez głównego źródła dochodu jakim była firma Gavena i jego brata Iwana kobiety zwyczajnie sobie nie poradzą. Dodatkowo firma ubezpieczeniowa zwleka z wypłatą odszkodowania chcąc upewnić się co do tego, czy Gaven zmarł na skutek wypadku, czy popełnił samobójstwo. W jednej krótkiej chwili zwątpienia oraz słabości Laura zwierza się Saffron - kobiecie,  której produkty starała się sprzedawać w swojej kwiaciarni. Ta z kolei proponuje jej pomoc i tak oto zaczyna się historia, która odmieniła życie Laury i Matildy.
Są blizny, które stale ze sobą nosimy, Tilly. Blizny, których nie widać, ale to nie oznacza, że są mniej bolesne.
Kobiety trafiają na farmę Oak Leaf Organics, początkowo tylko na moment ale ostatecznie zostaną na kilka tygodni. Obie zdają się być zauroczone Alexem - nieziemsko przystojnym "przywódcą" grupy ludzi zamieszkujących farmę. Początkowo myślałam, że tworzą tam coś na kształt sekty, wszyscy chodzą ubrani na biało, nie używają elektroniki.. jednak ubiór to czysty zbieg okoliczności natomiast elektronika.. no cóż. Ktoś chciał mieć kontrolę nad mieszkańcami farmy. Tylko kto?

Uważam, że Rodzina to jeden z najlepszych thrillerów Louise Jensen. Pokręcony, a jednak tak wciągający, że nie dało się odłożyć go ani na chwilę i tylko poważna gorączka zmusiła mnie do tego by sobie robić od niego przerwy. Główne bohaterki są bardzo wyraziste i nawet dają się lubić chociaż niektórych ich decyzji nie mogę totalnie pojąć, a Matilda momentami zasługuje na to by dostać w twarz.

Ostatecznie zakończenie mnie zaskoczyło, bo zupełnie się jego nie spodziewałam, jednak trochę mnie zawiodło. Nie chcę tutaj spojlerować jednak spodziewałam się więcej trupów w tej historii. Niemniej polecam - Jensen jest w formie. 

Czasami, gdy dzieje się coś okropnego, człowiek już po fakcie przesiewa wspomnienia i rozpaczliwie próbuje ustalić dokładny moment, w którym sprawy potoczyły się nie tak.

Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Burda Książki.


października 16, 2019

Alex North, Szeptacz

Alex North, Szeptacz
Największe zagrożenia czyhają w domu, za zamkniętymi drzwiami, a krzywdy zazwyczaj nie wyrządzają obcy ludzie, ale członkowie rodziny. Chociaż świat zewnętrzny wydaje się najeżony rozmaitymi niebezpieczeństwami, to na ulicach spotykamy najczęściej przyzwoitych ludzi. Ryzyko czai się w domu.

Tytuł oryginału: The Whisper Man
Data premiery: 16 października 2019r.
Wydawnictwo: Muza

Generalnie mam spory problem z książkami, które są popularne jeszcze na dobre przed tym zanim pojawią się na rynku wydawniczym. Wiele z nich niestety okazuje się przereklamowana i przesycona sztampowością, mimo wszystko coś mnie tknęło by sięgnąć po Szeptacza. 

Narratorem większej części Szeptacza jest Tom Kennedy, pisarz który walczy z bólem po nagłej stracie żony i usiłuje nie pokazywać przed swoim synem, że jest w kompletnej rozsypce. Samotny ojciec i jego odosobniony syn postanawiają wyprowadzić się z domu, który tak bardzo przypomina im, że obaj bezpowrotnie stracili ukochaną osobę. Chcąc uciec jak najdalej od przeszłości Tom i Jake przenoszą się do niewielkiego miasteczka Featherbank, które zdaje się być oazą spokoju, miejscem idealnym do leczenia ran.

Równolegle z wątkiem Kennedych przeplata się wątek zaginięcia kilkuletniego chłopca Neila Spencera, a Featherbank zdradza swoje mroczne oblicze, którego ucieleśnieniem jest Szeptacz - seryjny zabójca, który mordował w miasteczku dzieci. Mężczyzna miał w zwyczaju starannie wybierać swoje ofiary, chodzić za nimi i wieczorami szeptać pod ich oknami. Zaginięcie chłopca łudząco przypomina sprawę pozostałych zaginionych a następnie zamordowanych chłopców, których ma na sumieniu Szeptacz, ale dzieli je od siebie dwadzieścia lat. Czy to możliwe by Szeptacz powrócił po tak długim czasie?

Zrobiło się jeszcze bardziej niepokojąco, gdy już wystarczająco cichy i tajemniczy Jake zaczął się dziwnie zachowywać. Rozmawiał z wymyślonymi przyjaciółmi, kłócił się z nimi, opowiadał o tajemniczej dziewczynce i chłopcu mieszkającym pod podłogą, rysował rzeczy których nie miał prawa widzieć. Tom początkowo brał to za jakiś sposób syna na radzenie sobie ze stratą mamy, sytuacja jednak diametralnie się zmieniła, gdy... no dobra, nie będę taka - tego już Wam nie zdradzę.

Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę,
szeptać zacznie ktoś wieczorem.

Jeśli na dwór wyjdziesz sam,
złego pana spotkasz tam.

Jeśli okno uchylisz choć trochę,
pukanie w szybę usłyszysz przed zmrokiem.

Jeśli jesteś sam i miewasz się źle,
pan Szeptacz na pewno odwiedzi cię

Mimo wielu prób odłożenia lektury by zająć się czymś innym albo zwyczajnie pójść spać - poległam. Za każdym razem, gdy tylko z drżącą ręką odkładałam książkę na stolik niemal słyszałam dobiegające z jej wnętrza szeptanie: "musisz mnie przeczytać do końca".

Fabuła sama w sobie nie jest z najwyższej półki, zdarzyło mi się czytać lepsze historie, nie mniej jednak autor niejednokrotnie mnie przestraszył co uważam za nieoceniony atut tej książki. Mogłabym przyczepić się do zbyt dużej obyczajowości tego thrillera i za małej ilości dantejskich scen, ale kochani - Szeptacz miał mnie przestraszyć i tak też się stało, a niedociągnięcia? No cóż. Może uda się je zamalować przy drugim czytaniu? 

Jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję czytać. Zarówno w tym jak i w każdym wcześniejszym roku. A mroczna aura w sam raz do czytania na ponure jesienne wieczory przy akompaniamencie szumu wiatru i pukającego w szyby deszczu.


Dziekuję za egzemplarz wydawnictwu Muza.




Kasia
Jelenia Góra, dnia 16 października 2019r.

października 16, 2019

Marcin Faliński i Marek Kozubal, Operacja Rafael

Marcin Faliński i Marek Kozubal, Operacja Rafael
Walka wywiadów.
Zaginione arcydzieło.
Największy konflikt w dziejach.

Pierwsza powieść szpiegowsko - historyczna bardzo obiecującego polskiego duetu pisarskiego.

Tytuł oryginału: Operacja Rafael
Data premiery: 16 października 2019r.
Wydawnictwo: Czarna Owca

Jedną z istotnych postaci tej powieści jest niejaki major Łodyna, oficer polskiego wywiadu, który zostaje wysłany do Bagdadu celem zweryfikowania informacji na temat zaginionego przed laty Portretu Młodzieńca Rafaela Santi. Co najważniejsze, warto wiedzieć, że podstawą do napisania tej powieści było rzeczywiste zaginięcie arcydzieła. Portret Młodzieńca trafił do Polski w roku, za sprawą księżnej Izabeli Czartoryskiej, która niemal za punkt honoru postawiła sobie zebranie dzieł sztuki przypominających o czasach świetności Polski. Starania Izabeli Czartoryskiej wspierała rodzina. Jej syn, książę Adam Czartoryski, pełniąc funkcję ambasadora Rosji, wykorzystywał każdą okazję do tego, żeby wzbogacić zbiory matki. W trakcie częstych podróży po Europie dokonał licznych zakupów, w tym właśnie Portretu młodzieńca Rafaela Santi i Damy z gronostajem Leonarda da Vinci, które wraz z kupionym wcześniej Krajobrazem z miłosiernym Samarytaninem Rembrandta stanowiły perłę kolekcji Czartoryskich, nazywaną Wielką Trójką.

Niestety na skutek działań wojennych w roku 1939 roku Wielka Trójka trafiła do Berlina, gdzie spoczywała skrzętnie ukrywa w bankowym skarbcu by ostatecznie zaginąć bez śladu po zakończeniu drugiej wojny światowej. I mniej więcej w tym miejscu historię tworzą autorzy sugerując jakoby zaginione arcydzieło miało trafić w ręce irackich żołnierzy i zostać wywiezione do Bagdadu. W związku z powyższym major Łodyna, jak wcześniej wspomniałam udaje sie tam by uzyskac więcej informacji. Na miejscu jednak okazuje się, że informator nie żyje a major wpada w sam środek wojny wywiadowczej toczącej się na terenach Bliskiego Wschodu.

Autorzy umiejętnie lawirują pomiędzy napięciem towarzyszącym szpiegowskim aspektom Operacji Rafael a historią sztuki, gdy Łodyna zawiera dość ryzykowne umowy i w tajemnicy przed niewielką ilością sojuszników utrzymuje fakt, że jest w posiadaniu starego listu, którego autorem jest niejaki Mieczysław Kleiner - niedoszły artysta, były przemytnik i współpracownik wywiadu II RP, który jak się okazuje mógł mieć sporo wspólnego ze zniknięciem Portretu Młodzieńca i wywieźć do do Kuwejtu. Choć w rzeczywistości losy dzieła Rafaela Santi są nieznane, mam nadzieję, że jeśli już zdobi wnętrze czyjegoś domu to ten ktoś docenia jego wartość, zarówno pieniężną jak i sentymentalną oraz historyczną.

Jestem wprost zachwycona tym opasłym tomiszczem, mimo że szpiegowskie klimaty raczej nie przypadają mi do gustu. Chętnie przeczytam kolejne powieści autorów - których im z całego serca życzę. Oby więcej tak dobrych książek na polskim rynku wydawniczym!


Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Czarna Owca.


Kasia
Jelenia Góra, dnia 16 października 2019r.

października 10, 2019

Sandrone Dazieri, Anioł

Sandrone Dazieri, Anioł
Według Booklist wybuchowa powieść pełna złożonych charakterów, w której akcja nie zwalnia i proza kryminalna w najlepszym, światowym wydaniu.

Tytuł oryginału: L'Angelo
Data premiery: 18 września 2019r.
Wydawnictwo: Sonia Draga 

Sandrone Dazieri mimo bycia znanym wśród czytelników, dla mnie dotychczas był kompletnie obcy. Czasem jest tak, że mimo nie czytania książek jakiegoś autora mimo wszystko kojarzę go, wiem o jego istnieniu. Tymczasem nazwisko Dazieri nigdy nie dotarło do moich uszu.

Akcja Anioła rozgrywa się w Rzymie, gdzie na jeden z peronów Dworca Głównego wjeżdża pociąg InterCity z wagonem martwych pasażerów. Co najbardziej zdumiewające żaden z nich nie nosi widocznych śladów obrażeń fizycznych, a jednak wszyscy nie żyją. Co takiego zatem się tam stało? Ten początek a także wstęp zatytułowany wcześniej sprawiły, że wszystko wokół przestało dla mnie istnieć i chciałam czym prędzej poznać rozwiązanie zagadki martwych pasażerów i spoiwo wątku pociągu z wątkiem tajemniczych ludzi zamkniętych w jeszcze bardziej tajemniczych celach. 

Początkowo zapowiadało się naprawdę nieźle, właściwie dopóki nie okazało się, że w kolejnym rozdziale poświęconym tajemniczym ludziom czas przeskoczył mocno do przodu, choć nie do końca wiadomo jak mocno. Wiadomo natomiast, że z trójki tajemniczych ludzi została dwójka i .. to w sumie tyle. Tym autor strasznie zepsuł mi odbiór tego wątku. Pogubiłam się w nim i niczego nie rozumiałam, nie pomogło nawet zakończenie, które choć w jakimś stopniu spójne to nie odpowiada na wiele pytań zadanych wcześniej.
 
Generalnie ostatnio wbrew temu co zawsze mówiłam tj. że lubię odkrywać nowych autorów, mam „stracha” przed czytaniem nieznanych mi autorów. Z Dazierim było bardzo podobnie, jednak opis mnie niesamowicie zainteresował:
Pociąg InterCity wjeżdża na peron rzymskiego dworca głównego z wagonem pełnym martwych ciał. Świadkiem makabrycznego odkrycia jest Colomba Caselli, zastępczyni komendanta policji. Niedługo później do stróżów prawa dociera informacja, że za zamach odpowiedzialni są terroryści, oraz groźba kolejnych morderstw.
Powyższy fragment sprawił, że sięgnęłam po Anioła natomiast rozdział zatytułowany Wcześniej sprawił, że przebierałam kartkę za kartką w oczekiwaniu na jakiś finał science fiction, ostatecznie niestety z każdą kolejną stroną przekonując się jak bardzo się zawiodę. Może inaczej – sam styl autora jest całkiem w porządku, komisarz Colombo skradła moje serce ale uważam, że autor nie wykorzystał w pełni potencjału fabuły, którą wymyślił. Mogło być z tego naprawdę coś wielkiego, jest natomiast thriller z średniej półki, po który raczej kolejny raz bym nie sięgnęła.

Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Sonia Draga.

września 28, 2019

Christian White, Dziecko znikąd

Christian White, Dziecko znikąd

Nazywa się Sammy Went.
Fotografię zrobiono w dniu jej drugich urodzin.
Trzy dni później zniknęła.


Tytuł oryginału: The Nowhere Child
Data premiery: 18 września 2019r.
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Thriller Psychologiczny


Dziecko znikąd jest historią na jaką od dawna czekałam. Kimberly Leamy wiedzie nudne, samotne życie w Australii, gdzie mieszka z ojczymem i przyrodnią siostrą. Poza fotografią i wykładaniem historii sztuki na Northampton Comunity Collage właściwie w jej życiu nie dzieje się zupełnie nic. Do czasu, gdy pewnego dnia czeka tam na nią przystojny mężczyzna podający się za niejakiego Jamesa Finna. Jakby już samo to nie było dość zdumiewające dla Kim, okazuje się, że James Finn został wynajęty przez rodzinę Wentów z Kentucky w USA, którzy 28 lat temu stracili córkę i - uważa, że właśnie ją odnalazł, w osobie Kim Leamy.
Im głębiej wchodzisz, tym ciemniejsza staje się woda. Wkrótce nie widać stóp. Nie widać też ryb, ale czujemy, jak pływają wokół, dotykają naszych nóg. Żyją w głębinach. To... rekiny. Kimmy. Rekiny i potwory. Trzeba je zostawić w spokoju.
Reakcja kobiety jest oczywiście bardzo typowa, ale szczerze mówiąc bardzo naturalna, denerwuje się i zaprzecza po czym wraca do domu. A tam zaszczepiona myśl nie daje jej spokoju i wkrótce w bardzo szybkim czasie - co uważam za plus - dochodzi do wniosku, że zaginiona Sammy Went na zdjęciu, które pokazał jej tajemniczy mężczyzna jest łudząco podobna do niej z najmłodszych lat, poza tym zaskakujące jest to, że w całej zbieraninie zdjęć rodzinnych nie ma nawet jednego zdjęcia z okresu niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa Kim. Przyrodnia siostra kobiety, Amy również dostrzega to podobieństwo, a ojczym na wspomnienie nazwiska Sammy Went nabiera wody w usta.

Od tego momentu niemal oczywiste jest, że Kimberly i Sammy to jedna osoba, ale czy na pewno? Jeśli tak, to co takiego wydarzyło się w małej mieścinie Manson przed 28 laty? A jeśli nie - to kim  tak naprawdę jest James Finn i czego chce od Kimberly? Jednocześnie - o czym wcześniej nie wspomniałam - na przemian z obecnymi wydarzeniami możemy śledzić historię zaginięcia Sammy, jednak w taki sposób by nie zdradzić nam rozwiązania zagadki przed czasem.
Zakończenie związku trwającego trzy miesiące można złagodzić wanną wody. Brak twórczych pomysłów da się wyleczyć krótkim prysznicem. Ale poważne, wielkie sprawy, jak śmierć matki albo podejrzenie, że całe nasze dotychczasowe życie to kłamstwo, potrzebują czegoś ogromnego, kipiącego energią.
Dziecko znikąd to może nie thriller z najwyżej półki ale z całą pewnością jedna z lepszych powieści z motywem rodzinnych sekretów i religijnych kultów w tle jaką miałam okazję czytać. Nie była ani trochę przewidywalna, a nawet udało się autorowi mnie w kilku kwestiach zaskoczyć, nie będę jednak zdradzała Wam w jakich bo nie da się tego zrobić tak żeby nie spojlerować zakończenia. Zachęcam Was do przeczytania, a sama zapisuję nazwisko autora na listę tych, których książki kupuję w ciemno licząc, że nie zostanie on autorem jednej książki - bo dziecko znikąd to bardzo udany debiut.
Klucz do szybkiego czytania to nudne życie.

Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Czarna Owca.

Kasia.

września 24, 2019

Annabel Abbs, Joyce Girl

Annabel Abbs, Joyce Girl

Pasja i upadek.
Literacka opowieść o córce Jamesa Joyce'a.

James Joyce to jeden z najbardziej rozpoznawalnych autorów wszech czasów, a zasłynął między innymi z Ulissesa, choć przyznam szczerze, że nie czytałam żadnej powieści tego autora. Zaintrygowała mnie jednak historia żyjącej w jego cieniu córki Lucii, która mimo sprzeciwów matki pragnęła zostać wielką tancerką, a ojciec zdawał się ją w tym wspierać z całego serca. Czy tak faktycznie było? Czy ojcowska miłość okazała się silniejsza od chęci bycia numerem jeden?


Tytuł oryginału: The Joyce Girl
Data wydania: 18 września 2019r.
Wydawnictwo: Mando

Paryż, lata 20. ubiegłego wieku. Młoda i ambitna Lucia Joyce marzy by zostać wielką tancerką. Dziewczyna ma talent, zadufanego w sobie ojca i despotyczną matkę. Co może pójść nie tak? Pewnego dnia, gdy kariera Joycówny pędziła do przodu, poznaje ona przystojnego Irlandczyka Samuela Becketta, początkowego pisarza asystującego jej ojcu. Jak za sprawą magicznej różdżki życie Lucii wywraca się do góry nogami, gdy w jej sercu rodzi się uczucie do Becketta. Życie tej młodej kobiety nie było usłane różami wbrew pozorom, którymi na początku karmi nas autorka. Pierwsza miłość szybko staje się bolesną raną, a górę nad ambicjami i marzeniami Lucii bierze materializm jej brata i wreszcie dziewczyna musi zapomnieć o sobie i stać się towarem, przedmiotem umowy, która poprzez zawarcie związku małżeńskiego miała przynieść Giorgio korzyści.

 Jak się zaczyna szaleństwo, Sandy?
Nieszczęśliwa miłość, a także nieprzychylność matki co do kariery tanecznej i w końcu zawód na ukochanym ojcu sprawiają, że Lucia z obiecującej tancerki, pewnej siebie, ambitnej i szczęśliwej staje się karykaturą dawnej siebie, pełną zwątpienia i smutku, co w efekcie doprowadza do kompletnego upadku i odizolowania od świata w zakładzie zamkniętym. Historia Lucii jest w rzeczywistości historią niemal każdego dziecka żyjącego w cieniu sławnego rodzica, bo czy nie tak postrzegamy młode pokolenie większości aktorów czy wokalistów - przez pryzmat tego, kim byli lub są ich rodzice? Czy tak naprawdę zwracamy uwagę na ICH umiejętności? Niestety nie. Jeśli Jan Kowalski był słynnym kompozytorem, a jego córka Anna Kowalska będzie chciała zostać aktorką to najprawdopodobniej jej się to uda, ale nigdy nie wyjdzie z cienia ojca, nigdy nie zapracuje na własną osobowość, zawsze już będzie córką kompozytora Jana Kowalskiego. I dokładnie tak czuła się Lucia Joyce, a co najgorsze James Joyce wcale nie wyprowadzał jej z tego błędu z uwagi na swoją narcystyczną duszę.

Joyce Girl to przygnębiająca powieść o marzeniach i kruchości ludzkiej psychiki. Wciąż zapewniana o swoim talencie przez ukochanego ojca młoda i ambitna dziewczyna czuła nieustającą presję by piąć się co raz wyżej i wyżej, a jednocześnie starała się nie spaść z hukiem w dół przez matkę ściągającą ją na ziemię falami surowej krytyki. Choć początek tej opowieści nie był zbyt zachęcający, a główna bohaterka momentami nie grzeszyła rozumem to muszę przyznać, że sporą część książki przepłakałam nad jej losem. Ponieważ sama byłam swego czasu w podobnym położeniu co Lucia, gdy dążyłam do marzeń, a moi bliscy tylko powtarzali, że najwyższa pora bym się ustatkowała, rozumiem świetnie zarówno podcinanie skrzydeł jak i bycie w cieniu, w związku z czym bardzo utożsamiłam się z Lucią Joyce.
 

Narracja powieści niesamowicie mi się podobała, bowiem autorka opowiada nam historię Lucii z jej własnego punktu widzenia, kiedy to leży na kozetce u psychiatry dr. Carla Junga w Zurychu i zwierza się jemu ze swojego życia. To jedna z najbardziej przygnębiających powieści jakie czytałam, a to czyni ją szczególnie wyjątkową. I uważam, że jest to obowiązkowa lektura dla każdego rodzica by nie podcinali skrzydeł ich marzeniom, ale też nie popychali bo jedne ptaki latają wyżej, drugie niżej ale wszystkie spadają na ziemię z takim samym skutkiem.

Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Mando.


Kasia.
Copyright © 2016 Panna Jagiellonka , Blogger